piątek, 21 września 2012

bezsilność wobec swojej fizyczności, wobec krwi, która nade mną góruje. w krwiobiegu jest strach, nie pozbędę się tych drobin tłoczonych przez serce choćbym stała przed ścianą i rzucała w nią kłamstwami przez całą noc. obiecałam sobie, że zacznę od nowa, zapominając o ostatnich sześciu miesiącach. ale kim jestem, skoro nie mam władzy nad biegiem myśli, nad podskórnymi wrażeniami, które kują spod tkanek i nie pozwalają spojrzeć w niebo bez lęku





Weekend się zaczyna a ja z gorączką do nieba siedzę pod kocykiem z ogromnym kubkiem ulubionej cytrynowej herbaty w granulkach, na ziemi leży wiekowa książka, którą zostawiła mi kiedyś mama. Najstarsza w całej biblioteczce, ledwo trzyma się jeszcze będąc całością. Tytułu nie podam, zatrzymam go sobie. Powiesiłam sobie świąteczne lampeczki i zapaliłam najwspanialsze kadzidełko, ile to jeden zapach może przywołać wspomnień, tony chusteczek w każdej części pokoju, najgrubsza piżama świata i wełniany skarpety prosto z firmy * babcia. Czas nadrobić sezony seriali, dawno tam nie zaglądałam. Jutro dzień w domu i pojutrze pewnie też, a co jest w tym najgorsze? muszę się uczyć.


czas powrócić do szkolnej męki
dzisiejszy spacer po lesie, był najlepszą rzeczą, pooddychałam
świeżym powietrzem i przemyślałam kilka spraw
moja ucieczka przed bezradnością, chociaż na chwilę

 ja też mam prawo wątpić.

1 komentarz: